… czyli mięęęęęęcho! Wołowiny nie jemy w tygodniu. Za dużo czasu na obróbkę takiego mięsa. Więc sobota, dużo wolnego czasu, to i klopsy wołowe.

Inspiracją tego obiadu był przepis z książki z przepisami kuchni włoskiej.

Składniki:

  • 400 g mielonej wołowiny
  • puszka pomidorów krojonych
  • pół szklanki bulionu wołowego
  • makaron tagliatelle
  • 1 jajo
  • 1 cebula czerwona
  • ząbek czosnku
  • natka pietruszki
  • kapary
  • sól, pieprz, ostra papryka
  • oliwa z oliwek

Zaczynam od przygotowania mięsa na klopsiki. Do zmielonej wołowiny dodaję, pokrojoną w drobną kostkę cebulkę, jajko i natkę pietruszki. Doprawiam solą, pieprzem i ostrą papryką.

Całość mieszam ręką i formuję niewielkie klopsiki.

Tak przygotowane kulki wrzucam na patelnię z rozgrzaną oliwą. Obsmażam z dwóch stron i dodaję pomidory z puszki, bulion i przeciśnięty ząbek czosnku. Całość musi się zredukować. Próbuję sosu i doprawiam jeszcze pieprzem i papryką. Nie solę, pamiętając o tym, że pod koniec dodam trochę kaparów, które same w sobie są bardzo słone.

W czasie redukcji sosu gotuję makaron. Niestety nie udało się zdobyć na osiedlu prawdziwego tagliatelle i mamy wstążki, do gotowania 14 minut.

Gotowe klopsiki podaję z sosem na makaronie i posypuję posiekaną natką pietruszki. Jeżeli ktoś ma akurat w lodówce jakiś twardy ser, to polecam.

S M A C Z N E G O !